Artykuły Chrześcijańskie

Bądźcie trzeźwi i czujni

Bądźcie trzeźwi”

Apostoł już o tym mówił i jeszcze raz do tego zachęca w tym Liście Apostolskim. Byłoby łatwo zabawiać serca ludzi nową dyskusją, gdyby naszym zadaniem było to, aby się podobać, zamiast budować, gdyż jest wiele rzeczy, które bez wielkiego wysiłku mogą być przedstawiane jako nowe i dziwne dla zwykłych słuchaczy. Jest jednak kilka rzeczy, które interesują nas głównie pod kątem praktyki i te mają być częściej reprezentowane i podkreślane. Ten apostoł, jak też inni natchnieni pisarze czerpali ze źródła zbyt pełnego, żeby nie mieć dobrego tematu, ale często wybierali korzystne powtórki zamiast niekorzystnej różnorodności i tak samo powinniśmy robić my.

Ta trzeźwość w jej szerokim znaczeniu wiąże nie tylko znaczenie pożądliwości i apetytu, ale też resztę z tych wielu rozkoszy w człowieku i wszystkie uczucia duszy odnoszące się do tego świata i rzeczy tego świata. Mamy być w nim, ale nie z niego i mamy być ponad tym wszystkim w naszym umyśle — korzystać tak, jak byśmy nie korzystali (1 Kor. 7:31).

O tym mówimy i to słyszymy, ale tak naprawdę nie stosujemy się do tej zasady. Każdy z nas ma jakiś ślad ziemskiej próżności, jeden lub więcej, ale szczególnie jakiś wybrany, którego nie chce się pozbyć; tak jak dzieci mają jakąś zabawkę którą bawią się więcej niż innymi. Mamy dziecinne serca, które trzymają się próżności; jeden pożąda jakiegoś awansu, inny jakiejś nieruchomości, ziemi, domów czy pieniędzy. Jesteśmy pijani w pogoni z nimi tak, że kiedy nasze serca powinny być skupione na Bożych celach, to nie mogą one wstać, ale miotają się w jedną i drugą stronę, albo potykają się i zasypiają, oglądając się za tymi rzeczami, które nas pociągają, potykają się ciągle na nowo, albo też są tak pogrążone w nich cały czas, że śpimy w nich.

Dlatego też te dwa napomnienia są tutaj podane i są zwykle ze sobą połączone.: „Bądźcie trzeźwi i czuwajcie.” Karmienie się jakimiś rozkoszami czy pragnieniami i troskami ziemskimi powoduje w nas senność; spaliny, które wydostają się z nich zatruwają nas i wprowadzają w głęboki sen — pewne zapomnienie o Bogu i nas samych, co jest tak ważne dla naszej nieśmiertelnej duszy.

Przyjemności zmysłowe są zbyt niebezpieczne dla duszy danej przez Boga. Nazywam to boską duszą, bo od Niego pochodzi; my jednak ją poniżamy i czynimy ją ciałem poprzez te niebezpieczne ziemskie rzeczy i sprawiamy, że nie jest ona w stanie podnieść się w kierunku nieba. Tak jak nietrzeźwość i niekontrolowana dieta szkodzi naszemu naturalnemu duchowi, sprawia, że zamykają się jego kanały i poruszają się wtedy jak powóz w grzęzawisku, tak samo wszelkie nadmierne używanie i miłość do gorszych rzeczy sprawiają, że dusza jest ociężała i nie może się poruszać swobodnie w niczym, co jest duchowe.

Tak, tam gdzie jest jakaś prawda łaski, jest ona ograniczana i zaciemniana poprzez przyjmowanie zbyt dużo z tego świata i karmienie się tym — co nie jest bardziej poprawne dla najszlachetniejszej części człowieka, duszy, niż dieta ciężko pracującego oracza dla delikatnego, ciała wyższego rzędu — ta dysproporcja jest o wiele większa.

Jeżeli więc chcesz mieć wolnego ducha dla rzeczy duchowych, utrzymuj go poprzez skromną dietę tego co tymczasowe. Nie pozwalaj, aby twoje serce karmiło się czymś gorszym. Ucz się rozkoszować w Bogu i staraj się smakować Jego nieporównywalną słodycz; to doskonale zmniejszy wszystkie rozkosze niższego rzędu. Tak więc twoja trzeźwość w unikaniu ich będzie jeszcze bardziej rekompensowana większą radością w Bogu i nie utracisz przyjemności odmawiając sobie przyjemności tego świata, ale zamienisz je na te, które są niewymownie lepsze i czystsze. On będzie ci się objawiał jako „światło, którego promienie” karmią świętych i zaspakajają uwielbione duchy, które są przed Jego tronem.

Bądźcie czujni”

Ta czujność połączona z trzeźwością rozciąga się na wszystkie stany i drogi chrześcijanina, który jest otoczony niebezpieczeństwami i sidłami. Salomon mówi (Przyp. Sal. 19:16): „Kto pogardza jego drogami, umrze.” Większość ludzi tak chodzi bez celu: biorą udział w publicznym uwielbianiu i mają jakieś zwyczajowe prywatne modlitwy, ale nie zastanawiają się dalej jak mają chodzić, jakie jest ich nastawienie i zachowanie przez cały dzień, o czym rozmawiają kiedy są w towarzystwie i kiedy są sami, w którą stronę ciągnie ich serce i co kradnie najbardziej ich miłość do Boga.

Kochani, gdybyśmy znali nasze stałe niebezpieczeństwa, to byśmy się otrząsnęli z tego nędznego martwego bezpieczeństwa, w jakim się znajdujemy. Nieczęsto o tym myślimy, ale na naszej drodze są ustawiane sidła, na każdej nasze ścieżce i na każdym kroku; w naszym pokarmie i napoju, w naszym powołaniu i pracy, w naszym domu, w podróży zagranicznej, a nawet w domu Bożym i w naszych duchowych przeżyciach jakich doświadczamy tam, jak i prywatnie. Gdybyśmy o tym wiedzieli, albo przynajmniej to brali pod uwagę, to byśmy stawiali nasze kroki ostrożniej i zważali na nasze drogi, nasze słowa, nasze myśli, bo tego nie robimy.

Bacz na tor, po którym ma stąpać twoja noga,” powiada Salomon. A przedtem: „Niech twoje oczy patrzą wprost, a twoje powieki niech będą zwrócone prosto przed siebie!” I dalej: „Oddal od siebie fałsz ust i trzymaj z dala od siebie przewrotność warg.” Ale najpierw jako główną przyczynę i źródło wszystkiego: „Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca” ponad wszystko „bo z niego tryska źródło życia” (Przypowieści Salomona 4:23-26).

Gdyż przeciwnik wasz, diabeł”

Jest tu podany alarm w sprawie czujności, na podstawie czujności naszego głównego przeciwnika. Jest jeszcze dwóch innych, którzy są zazwyczaj równani z nim, jako wrogowie naszej duszy — świat i nasze ciało; ale tutaj jest on wyraźnie wymieniony jako głównodowodzący, który wydaje rozkazy i kieruje wojną, wykorzystując usługi tych dwóch przeciwko nam, jako ważnych oficerów, którym podlega większość sił poszczególnych pokus. Są też inni, którym on bezpośrednio wydaje rozkazy i prowadzi do siebie, jako własną gwardię pokus duchowych.

Musimy być świadomi wrogości i praktyk szatana skierowanych przeciwko nam. Gdyby większość z nas została przyciśnięta do muru, musielibyśmy wyznać, że bardzo rzadko myślimy o naszym życiu duchowym z tego punktu widzenia. Kiedy tak z przymrużeniem oka patrzymy na pokusy tego świata i nasze własne zepsucie, to nie walczymy z pomysłami szatana, ale zgadujemy i nic nie podejrzewamy i dlatego stajemy się łatwym łupem dla wszystkich.

Najmniejszy wróg, który jest odrzucany i lekceważony przez ludzi, często okazuje się zbyt wielki. Najmniejsze objawy zła, najmniejsze rzeczy, które mogą wpłynąć na nasze duchowe powodzenie, chociaż o tym nie myślimy, mogą nam wyrządzić największą szkodę. To, że nie zwracamy na nie uwagi sprawia, że stają się one znaczne, szczególnie dlatego, że są one pod rozkazami czujnego i sprytnego przywódcy, który wie jak wykorzystać okazję. Dlatego w rzeczach, które często uważamy za nieznaczne i niegodne naszej uwagi, jako mało szkodliwe, powinniśmy się nauczyć podejrzewać, że za nimi stoi nasz przeciwnik, który zazwyczaj ukrywa się i czai za czymś dotąd, aż nie będziemy się opierać, a wtedy nas porywa i ryczy.

To dążenie do zniszczenia duszy jest jego celem. Ofiara, na którą poluje to dusze i on chce, żeby były tak godne pożałowania jak on sam. Dlatego słusznie jest nazwany „naszym przeciwnikiem”, wrogiem świętości i naszych dusz; najpierw kusi do grzechu, a potem oskarża z powodu grzechu jak mówi jego imię; wykorzystuje przewagę jaką zdobył nad nami w tym. On studiuje naszą naturę i dopasowuje do niej swoje pokusy; on zna siłę pożądliwości czy ziemskości, albo tego wielkiego i ogólnego zła jakim jest pycha — tak jak u niego — i to jest jego tron w sercu.

Czasami „on się ukłoni”, jak jest napisane o lwie (Psalm 10:9). On sprytnie czeka na swoją okazję, a potem atakuje gwałtownie. Dzieci Boże czasami napotykają tyle gwałtowności w jego pokusach, że są zdumione — nie mogą sobie wyobrazić takich okropnych myśli, które dochodzą do nich jak zatrute strzały, albo „ogniste strzały,” jak je nazywa apostoł (Efezjan 8:16).

Chociaż ta wrogość jest skierowana ogólnie przeciwko człowiekowi, to jednak jest najbardziej zacięta przeciwko dzieciom Bożym. On chodzi i szpieguje ich słabe miejsca i kieruje swoje ataki najbardziej przeciwko tym, którzy są najbardziej zaawansowani w uświęceniu i są najbliżej Boga. Oni kiedyś byli pod jego mocą, a teraz kiedy uciekli od niego, on ich goni jak Faraon gonił Izraelitów z cała swoją armią, krzycząc i szalejąc za nimi, jako ofiarą, która kiedyś była w jego jaskini i w jego pazurach, a teraz jest wolna. W tym podobieństwie jest pokazana jego siła, jego pilność i jego okrucieństwo. Jego siła „lew”, jego pilność „chodzi i szuka”, jego okrucieństwo „ryczy” i „szuka kogo by mógł pożreć”.

Wniosek

Czy zatem nie jest to najbardziej rozsądne, aby podkreślać czujność, ustawicznie czuwać, żeby widzieć co wchodzi i co wychodzi, sprawdzać co się kryje za każdą ofertą tego świata, każdym motywem naszego naturalnego serca, czy nie ma w tym jakiegoś podstępu, jakiegoś ukrytego celu itd.? Szczególnie po okresie jakiejś szczególnej łaski (tak jak po komunii), kiedy człowiek jest odprężony i jego czujność jest osłabiona. Piraci, którzy pozwalają, aby przepłynął koło nich pusty statek obserwują go, kiedy wraca załadowany; tak też postępuje ten wielki pirat. Czyż on nie zaatakował naszego Zbawiciela zaraz po Jego chrzcie (Mat.4:3)?

Trzeba być „trzeźwym”, żeby móc „czuwać”. Jest to taka wojskowa instrukcja: pijany żołnierz nie może pełnić warty. Takimi jest większość z nas z naszymi upodobaniami i próżnościami i dlatego jesteśmy narażeni na ataki wroga. A kiedy już zdobywamy jakąś przewagę w tym konflikcie, albo kiedy się wydaje, że wróg się wycofuje czy znika, to nawet wtedy mamy być czujni, a właściwie szczególnie wtedy.

Wielu z tych, którzy polegali na fałszywym bezpieczeństwie i siedzieli beztrosko, albo położyli się do snu, zostało zaatakowanych i odciętych. Uważaj, kiedy wydaje ci się, że jesteś najbardziej bezpieczny! Już sama taka myśl powoduje, że jesteś najmniej bezpieczny.

Niech twój duch będzie zawsze wolny od dystrakcji i wielkich luksusów tego świata; strzeż swojego serca przed tym i czuwaj. Bądź jak armia Giedeona, gotowa aby wyruszyć na polecenie Boga i odnosić w Nim zwycięstwo, nie leżeć aby jeść i pić, ale korzystając z tego przelotnie tylko tyle, ile to jest konieczne. Przyjmij słowa naszego Pana: „Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt” (Łukasz 21:34). Te rzeczy ciebie przygniotą i sprawią, że będziesz się czuł pijany i zasypiał.

Bądź zawsze czujny w twojej pracy i walce! Nie szukaj tu tych rzeczy; twoje odpocznienie nie jest tutaj. Jeżeli trzeba, to niech to będzie krótki odpoczynek! Ale idź za Panem Jezusem poprzez konflikty i cierpienia. Jeszcze tylko trochę a odniesiesz pewne zwycięstwo, a potem wieczny tryumf, odpocznienie i uczta, które nie będą miały końca, gdzie nie będzie niebezpieczeństwa cierpienia czy zmęczenia, a jedynie czysta i wieczna rozkosz.

Mając taką perspektywę, powinieneś być czujny i „znosić trudy, jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa” jak powiada apostoł (2 Tym. 2:3,4), „nie angażując się w sprawy doczesne” i w ten sposób być gotowym na spotkanie. Czuwaj, a jeżeli zostaniesz zaatakowany, „daj odpór.”

Któremu dajcie odpór, mocni w wierze

Do czuwania należy dołączyć odwagę. Ten, który czuwa i poddaje się jest raczej nastawiony na to, żeby brać, a nie odpierać wroga.

Ten opór powinien być kontynuowany nawet przeciwko zmasowanym atakom, gdyż mamy do czynienia z wrogiem, który nie tak łatwo rezygnuje, ale będzie próbował różnych sposobów i podwajał swoje wysiłki — czasami bardzo gwałtowne, żeby nas zmęczyć, czasami z przerwami, żeby wykorzystać twoją nieuwagę, kiedy się go nie spodziewasz. W tym wszystkim nie poddawaj się, ale bądź stały w tej walce.

Powiesz, że to tak się łatwo mówi, ale jak to wykonać? Jak będę to mógł wypełnić? A więc tak:

Mocni w wierze.” Większość ludzi jest pod wpływem jednej z dwóch złych rzeczy —bezpieczeństwa albo braku zaufania i z łatwo wpadamy z jednego w drugie. Dlatego apostoł kieruje swoją zachętę i argumenty na poparcie tego, w przeciwieństwie do obydwóch; najpierw przeciwko bezpieczeństwu w poprzednim wersecie: „Bądźcie trzeźwi i czuwajcie,” i kontynuuje tę myśl poprzez przedstawienie wielkiego i stałego niebezpieczeństwa, tutaj chodzi o brak zaufania. „Któremu dajcie odpór, mocni w wierze,” i dodaje zachęcającą uwagę na temat powszechnego stanu dzieci Bożych w tym świecie. „Wiedząc o tym, że wasi bracia po całym świecie przeżywają takie same cierpienia.”

Mocni” albo solidni „przez wiarę.” Jest to absolutnie konieczne dla odpierania wroga. Człowiek nie może walczyć na trzęsawisku, gdyż tam nie ma się na czym oprzeć, nie ma mocnego gruntu, po którym można by stąpać. Wiara podnosi duszę na mocny grunt obietnicy i utwierdza ją tam; tam jest ona pewna tak, „jak góra Syjon, która się nie poruszy.”

On nie mówi, żebyśmy byli niewzruszeni i stali na podstawie swoich własnych postanowień i celów, ale „Mocni przez wiarę.” Moc Boża poprzez wiarę staje się nasza, gdyż jest ona zawarta i zaangażowana w Słowie obietnicy. Wiara tam się zaczepia i znajduje potężną siłę.” A to jest nasze zwycięstwo” powiada apostoł Jan, „które zwycięża świat, to jest nasza wiara” (1 Jana 5:4). Tak więc wiara jest naszym zwycięstwem, przez którą zwyciężamy „księcia tego świata.”

Któremu dajcie odpór, mocni w wierze.” Ogólnie mówiąc, wszystkie trudności i wszystkich wrogów zwyciężamy przez wiarę. Wiara przeciwstawia tego mocniejszego „Lwa z pokolenia Judy” przeciwko temu „ryczącemu lwu” z przepaści bez dna —wybawiającego Lwa przeciwko pożerającemu lwu.

Kiedy dusza jest otoczona przez wrogów ze wszystkich stron tak, że nie ma drogi ucieczki, wtedy wiara przelatuje ponad nich i niesie duszę do miejsca odpocznienia w Chrystusie i tam jest ona bezpieczna. Taka jest moc wiary: ona osadza duszę w Chrystusie i stamtąd spogląda w dół na wszystkie pokusy, jak na dno skały, gdzie one się rozbijają i pozostaje z nich piana.

Kiedy wody pokus podnoszą się i wzbierają tak wysoko, że są gotowe, aby połknąć duszę, wtedy mówi ona przez wiarę: „Panie Jezu, Ty jesteś moją siłą. Od Ciebie oczekuję ratunku, przyjdź mi z pomocą!” W ten sposób ona zwycięża.

Wina z powodu grzechu jest przykrywana przez Jego krew; moc grzechu jest pokonywana przez Jego Ducha. Uciski jakie nas spotykają są niczym dla nich; Jego miłość i łaskawa obecność sprawiają, że stają się one słodkie i łatwe.

Jesteśmy w błędzie, jeżeli myślimy, że możemy coś zrobić albo być czymś bez Niego; i znowu jesteśmy w błędzie jeżeli myślimy, że coś jest zbyt trudne do zrobienia albo znoszenia z Nim. „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” mówi On (Jana 15:5) i „Ja wszystko mogę” powiada apostoł, albo „mogę wszystko przez Chrystusa, który mnie wzmacnia” (Filipian 4:13).

Wszystko! Jest to wielkie słowo, jednak jest to prawdziwe słowo i dlatego jest dobre —poprzez Chrystusa, który mnie wzmacnia. Jest to wolne od fałszu i próżności. Pokorne zaufanie, gdyż nie sam z siebie, ale w Chrystusie i taka chluba jest dobra. „Dusza moja będzie się chlubić w Bogu” powiada Dawid (Psalm 34:2).

Tylko ci mają gwarancję chluby i tryumfu jeszcze przez odniesieniem zwycięstwa, którzy to robią w takim stylu! Mogą oni stawiać wyzwanie całemu światu, wszystkim mocom wroga na, ziemi i w piekle, jak to robi apostoł w imieniu własnym i wszystkich wierzących. „Kto nas odłączy od miłości Chrystusowej” (Rzym. 8:35, 38).

Zobacz zwycięstwo opisane w ten sam sposób: „Ale oni go zwyciężyli” — ale jak? „Przez krew Baranka i słowo swojego świadectwa” (Obj. 12:11). Ta krew i to słowo ich świadectwa, wiara w to słowo dotyczące krwi, to jest siła i zwycięstwo chrześcijanina.

Wniosek

Chociaż widzisz siebie jako najbardziej słabego i podatnego i jako ofiarę mocy ciemności, to wiedz, że wiara, mądrość i siła Chrystusa są do twojej dyspozycji. Ty jesteś bezsilny i powinieneś tak siebie postrzegać; ale On jest siłą i wszechmogący. Ucz się korzystać z Jego zwycięstwa, a wtedy będzie ono twoje.

Bądźcie mocni —jak? — „w Nim i w sile mocy Jego.” Ale powiesz, że często jesteś pokonywany. Nie możesz zwyciężyć wrogów, a oni ciebie zwyciężają. Polegaj jednak na Nim; On może odwrócić losy walki w jednym momencie. Uchwyć się Jego mocno. Kiedy wszystkie siły twojej duszy wydają się rozproszone i słabe, zbierz je razem poprzez wiarę. Uchwyć się Jezusa Chrystusa, a dzień będzie należał do ciebie; gdyż zwycięstwo należy do Pana i nie możesz go odnosić w oddzieleniu od Niego. Chociaż odczuwasz ból wielu ran, to pamiętaj, że często zraniony żołnierz wygrywał walkę. Wierz, a tak ci się stanie.

Pamiętaj też, że twoje porażki, poprzez mądrość i miłość twojego Boga mogą się przemienić w zwycięstwo, wlać w ciebie odwagę i święty gniew przeciwko twoim wrogom; żeby cię doprowadzić do pokory i wyprowadzić z twojej własnej wyimaginowanej siły, żebyś mógł korzystać z Jego prawdziwej siły.

Nie śpiesz się; nie myśl, że zwyciężysz w pierwszym starciu. Wiele trudnych konfliktów do rozwiązania wymaga czasu i często będziesz doprowadzony do najniższego punktu, prawie do rozpaczy i wydaje się, że nie da się tego uratować. Wtedy jest czas, aby On mógł wkroczyć, nawet w punkcie ich przewagi. „Niech Bóg powstanie, a wtedy Jego wrogowie będą rozproszeni” (Psalm 68:1). To się sprawdza w kościele w najtrudniejszych chwilach i sprawdza się również w duszy człowieka wierzącego.

Wiedząc o tym, że wasi bracia na całym świecie przeżywają te same doświadczenia”

Jest jedna rzecz, która wystawia na próbę cierpliwość i osłabia wiarę niektórych chrześcijan; są gotowi myśleć, że nigdy nie było i nie ma takiego dziecka Bożego, które by było w takim stanie jak oni. Dlatego czasami wyolbrzymiają nawet swoje wewnętrzne doświadczenia w swojej wyobraźni, ale najczęściej te ich wewnętrzne przeżycia, które są najtrudniejsze dla nich, są porównywalne z przeżyciami innych, ale ich własne wydają się bez porównania trudniejsze.

Dlatego apostoł Paweł obala takie pojęcie: „Nie przyszło jeszcze na was takie doświadczenie, którego nie przeżywają inni” (1 Kor. 10:13). Tu jest ta sama prawda: „Wasi bracia przeżywają te same doświadczenia.

“My jednak wolimy słuchać o łatwości i nie potrafimy przekonać swoich serc, aby się z tym pogodziły, że pokusy i kłopoty są udziałem świętych tu na ziemi i jest to królewska droga do królestwa. Nasz Król ją przeszedł i Jego naśladowcy idą tą samą drogą. Czyż oprócz szczęśliwego zakończenia nie jest ona słodka dlatego, że On nią szedł? To jest prawda i jest to najbardziej pocieszająca prawda: „wszyscy bracia i siostry” idą tą drogą, a nasz Starszy Brat przeszedł nią jako pierwszy.

Robert Leighton (1748)

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x