Artykuły Chrześcijańskie

Moc modlitwy

Wstęp

Po raz pierwszy opublikowano w 1943r. Przez Zondervan Publishing House.

Niniejsza edycja została wydrukowana niezmieniona w USA, w 1994r.

Moja ukochana matka Jonathan Goforth miała napisać te słowo wstępu ale zeszłego roku 31 Maja o trzeciej nad ranem w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat odłożyła swoje pióro, które było tak znacząco używane przez prowadzącą je rękę Bożą jak jej mąż, którego życie i pracę dzieliła z heroicznym poświęceniem przez prawie 50 lat w Chinach. Oszczędzona jej była długa choroba i cierpienie, tak że odeszła nagle do chwały. Jej twarz świeciła oczekiwaniem, a jej ostatnie słowa rozbrzmiewały ufnością: ,,To jest wezwanie od mojego Króla. Jestem gotowa, aby pójść!”

Teraz będąc martwi oboje moi rodzice mówią do naszych serc przez ich pisma. Książka zatytułowana: ,,Mocą Mojego Ducha”, którą napisał sam mój ojciec została ostatnio ponownie wydana przez Zondervan Publishing House, ponieważ jest ono przekonane, że jej treść dotycząca przebudzenia jest jak najbardziej na czasie i pilnie potrzebna.

Niniejsza mała książeczka, w której mój ojciec opowiada historię Przebudzenia w Korei tak jak je przeżył, jest uważana za odpowiednią towarzyszącą publikację do książki ,,Mocą Mojego Ducha.” Muszę powiedzieć, że czytając ją ponownie jej przesłanie dotknęło i przeszyło moją duszę. Nasze pokolenie może zadać sobie pytanie tak jak uczynił to mój ojciec: ,,Czy naprawdę wierzymy w Boga Ducha Świętego?”

Nawet w naszych czasach bezprecedensowej światowej katastrofy, Kościół Jezusa Chrystusa zaniedbuje haniebnie niesamowitą moc modlitwy, i pokłada swoją wiarę w moc ludzi i broni, zamiast dać Bożemu Duchowi Świętemu należne mu miejsce suwerennej mocy. Oby ten Duch zechciał użyć niniejszej historii wielkiego ognia przebudzenia duchowego, które ogarnęło Koreę do przebudzenia naszego teraźniejszego Kościoła Laodycejskiego, aby uznał niezmienny fakt, że zwycięstwo i wieczne zbawienie przyjdzie ,,nie przez moc ani siłę [ludzką],” -jak mój ojciec często cytował swój ulubiony werset Biblijny- ,,ale przez mojego Ducha, mówi Pan zastępów” (Zach 4:6 KJV).

Mary Goforth Moynan,

Toronto, Kanada.

1. Kiedy Ogień Ducha Ogarnął Koreę.

Piszę o przebudzeniu w Korei, ponieważ miało na mnie wielki wpływ. Nie mogę nawet rozważać osiągnięć i ofiar poniesionych przez Koreańskich Chrześcijan bez bycia zawstydzonym, że tak mało kiedykolwiek zrobiłem dla naszego Mistrza. Często widziałem reakcję Chińskich Chrześcijan słuchaczy jak się wzruszali i płakali gdy opowiadałem im niniejszą historię. Także wy, drodzy czytelnicy, jeśli uświadomicie sobie, że: ,,Drogo bowiem zostaliście kupieni” (1 Kor 6:20 UBG), to z pewnością zawstydzicie się i ukorzycie jeśli dacie szczery posłuch tej opowieści o tryumfie Ewangelii w Korei. Rzecz miała miejsce w roku wielkiego przebudzenia w Korei, w 1907, wtedy odwiedziłem osiem z najważniejszych tamtejszych centrum misyjnych. Po powrocie do Chin opowiedziałem o tym Chińskim Chrześcijanom w Mukden, a oni wydawali się być głęboko poruszeni. Następnie udałem się do Pei Tai Ho i zrelacjonowałem misjonarzom tam znajdującym się jak Pan pobłogosławił Koreę, co spowodowało, że usłyszałem jak niektórzy misjonarze ze łzami podjęli zobowiązanie, że będą modlić się dopóki podobne błogosławieństwo nie przyjdzie do Chin. Następnie zostałem zaproszony, żeby przybyć do Chi Kung Shan innego zdrowotnego kurortu, aby opowiedzieć o przebudzeniu w Korei. Tak więc pojechałem tam i opowiedziałem w niedzielę wieczorem o przebudzeniu w Korei. Gdy skończyłem uświadomiłem sobie że moje relacjonowanie trwało zbyt długo, dlatego natychmiast zakończyłem je końcowym błogosławieństwem, ale nikt nie ruszył się z miejsca. Zapanowała śmiertelna cisza. Trwało to sześć czy siedem minut, gdy niespodziewanie wybuchł stłumiony płacz wpośród słuchających. Zaczęto wyznawać grzechy, prosić o przebaczenie za złe zachowanie i kłótnie etc. Było późno, gdy spotkanie się zakończyło, ale wszyscy czuli, że Duch Święty był pośród nas, oczyszczając nas swoim ogniem. Potem mieliśmy cztery dni konferencji i modlitw. Był to najwspanialszy czas jaki kiedykolwiek widziałem wśród misjonarzy Postanowiliśmy, że będziemy modlić się każdego popołudnia o 4 godzinie, dopóki Kościół w Chinach nie zostanie przebudzony. Tamtej jesieni zaczęliśmy widzieć moc Bożą manifestującą się między ludźmi, która zwiększyła się w potężny sposób na początku 1908r. w Mandżurii i innych miejscach.

2. Co Ośmieliło Koreańczyków, Aby Prosić O Więcej?

Początki przebudzenia były po raz pierwszy zaobserwowane w Korei w 1903r. Dr Hardie z Gensan, położonym na wschodnim wybrzeżu, został poproszony, aby przygotował kilka przemówień na temat modlitwy dla małej konferencji, którą misjonarze zaproponowali, aby zwołać. Podczas przygotowań tematów swoich przemówień z ewangelii Jana, rozdział 14 i z innych miejsc Pisma Świętego, Duch Święty nauczył go wielu rzeczy. Tak, że gdy wygłosił swoje przemówienia na temat modlitwy wszyscy misjonarze byli poruszeni. Następnie Koreańscy Chrześcijanie spotkali się na konferencji i byli również bardzo jawnie poruszeni. Potem Dr. Hardie odwiedził dziesięć centrów misyjnych rozsianych w Korei i wygłosił swoje przemówienia na temat modlitwy; i w ciągu 1904r. dziesięć tysięcy Koreańczyków nawróciło się do Boga. Tak zapoczątkowane przebudzenie trwało z mocą i przynosiło duchowe rezultaty aż do 1906r.

W czerwcu 1907r. pan Swallen z Ping Yang opowiedział mi w jaki sposób doszło do tego, że zobaczyli większe rzeczy w Korei. Oto co on powiedział: ,,Osobiście nie oczekiwałem, że zobaczę większe błogosławieństwa w Korei niż te, które widzieliśmy do połowy 1906r. Gdy porównaliśmy nasze rezultaty w Korei z tymi w Chinach, Japonii i innych miejscach, zobaczyliśmy, że nasze zebrania w Korei o wiele bardziej przewyższały liczebnością wszystkie zebrania chrześcijańskie mające miejsce w porównywanych krajach, i doszliśmy do wniosku, że prawdopodobnie Bóg nie zamierzał udzielić nam większych błogosławieństw niż te które już miały miejsce. Ale otworzono nam oczy duchowe w Seulu we wrześniu 1906r., kiedy Dr. Howard Agnew Johnston z Nowego Yorku opowiedział nam o przebudzeniu w Kassia Hills w Indiach, w latach 1905-1906, w których ochrzcili 8 200 nawróconych osób.”

,,My misjonarze wróciliśmy do Ping Yang pełni pokory. Było nas ponad dwudziestu w Prezbiteriańskiej i Metodystycznej Misji chrześcijańskiej w Ping Yang. Rozumowaliśmy, że skoro nasz Bóg nie ma względu na osoby to nie będzie chciał dawać większego błogosławieństwa w Kassia Hills niż w Ping Yan, dlatego zadecydowaliśmy modlić się o 12 w południe dopóki nie przyjdzie większe przebudzenie.”

,,Po upływie około miesiąca pewien brat zaproponował abyśmy zaprzestali spotkań modlitewnych mówiąc, że modliliśmy się już miesiąc i nic niezwykłego z tego nie wyszło; że spędzaliśmy dużo czasu na modlitwę i nie sądził, że byliśmy usprawiedliwieni z przeznaczania tak dużo czasu na to. Zaproponował żebyśmy kontynuowali naszą pracę jak zazwyczaj, i aby każdy z nas modlił się w domu osobno jak mu będzie wygodnie. Propozycja wydawała się do przyjęcia, jednakże większość zadecydowała, żeby kontynuować spotkania modlitewne, wierząc, że Pan nie odmówi udzielenia nam w Ping Yang tego błogosławieństwa, które udzielił misjonarzom w Kassia.”

Ponadto zadecydowano, aby poświęcić więcej czasu na modlitwę zamiast ją skracać. Mając to na oku zmieniono godziny modlitw z 12 w południe na czwartą po południu; tak aby można się było modlić, aż do czasu kolacji, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jeśli ktoś miał zachęcającą rzecz do powiedzenia to przekazywał ją na tych spotkaniach modlitewnych. Po upływie około czterech miesięcy rezultatem modlitw było to, iż wszyscy zapomnieli o podziałach na Metodystów i Prezbiterian; a uświadomili sobie, że wszyscy są jedno w Panu Jezusie Chrystusie. Była to prawdziwa jedność kościoła; wypracowana na kolanach; miała trwać i uwielbić Najwyższego.

Około tego czasu pan Swallen wraz z panem Blair odwiedzili jedną z zależnych placówek misyjnych w Korei. Jednakże podczas sprawowania zwyczajowej służby w czasie nabożeństwa wielu ludzi zaczęło płakać i wyznawać swoje grzechy. Pan Swallen powiedział, że nigdy dotychczas nie spotkał się z czymś takim, dlatego zarządził śpiewanie hymnu, mając nadzieję na powstrzymanie fali emocjonalizmu, która ogarnęła uczestników nabożeństwa. Próbował zrobić to kilka razy, ale na próżno, wtedy z bojaźnią uświadomił sobie, że Ktoś inny kierował tym spotkaniem, dlatego zaprzestał jakichkolwiek prób kierowania tym nabożeństwem. Następnego ranka on i pan Blair powrócili do miasta radując się i opowiedzieli jak Bóg nawiedził tę zależną placówkę misyjną. Wszyscy chwalili Boga i wierzyli że zbliżał się czas w którym On łaskawie nawiedzi Ping Yang.

Nastał pierwszy tydzień stycznia 1907r. Wszyscy oczekiwali, że Bóg w sposób znaczący pobłogosławi ich podczas tygodnia powszechnej modlitwy. Jednakże upłynął cały tydzień i ósmego dnia dalej nie było specjalnej manifestacji mocy Bożej. Tamtej niedzieli wieczorem zebrało się w Głównym Kościele Prezbiteriańskim około 1500 osób, jednakże Niebiosa nad nimi wydawały się być zamknięte. Czyżby Bóg zamierzał odmówić wylania Ducha o które się modlono? Jednakże w pewnym momencie wszyscy zostali zaskoczeni, gdy Elder Keel, jeden z przywódców Kościoła, powstał i powiedział: ,,Jestem Achanem, Bóg nie może pobłogosławić nas z mego powodu. Około roku temu mój przyjaciel, gdy umierał, zawezwał mnie do swego domu i powiedział: ,,Elder umieram i chcę abyś rozporządził moim majątkiem, ponieważ moja żona nie jest w stanie tego zrobić.” Odpowiedziałem mu: ,,Bądź spokojny, zajmę się tym.” I rozporządziłem majątkiem jego owdowiałej żony, jednakże przy tym przywłaszczyłem sobie sto dolarów z jej majątku. Przeszkodziłem Bogu; dlatego oddam te sto dolarów tej wdowie jutro rano.”

Natychmiast uświadomiono sobie, że bariery padły, a także iż Święty Bóg przyszedł. Przekonanie o grzechu ogarnęło obecnych. Nabożeństwo rozpoczęło się o siódmej wieczorem w niedzielę, a zakończyło o drugiej nad ranem w poniedziałek, podczas całego tego czasu wielu ludzi stało płacząc, czekając na swoją kolej, aby wyznać grzechy. Ludzie zbierali się dzień po dniu i było widocznym, że Boży Czyściciel był obecny w swojej świątyni. Niech sobie ludzie mówią co chcą, ale żadna ludzka moc nie kontrolowała tych wyznań grzechów. Musiały być spowodowane przez działanie albo Świętego Ducha albo diabła, jednakże żaden duchowo oświecony człowiek nie mógłby nawet przez moment wierzyć, że diabeł spowodował, że jeden z przywódców kościoła wyznał taki grzech. Póki ten grzech był ukryty przeszkadzał w działaniu Wszechmocnemu Bogu, jednakże gdy został wyznany przyniósł Bogu chwałę; i podobnie przyniosły Bogu chwałę z kilkoma wyjątkami wszystkie wyznania grzechów w Korei, w tamtym roku.

3. Czy Te Przebudzenie Było ,,Praktyczne”?

Niech mi będzie wolno podać kilka przykładów.

Pewien doktor chwalił się, że posiada jednego z najbardziej uczciwych kucharzy w Korei (na dalekim Wschodzie, kucharze dokonują zakupów żywności); jednakże kiedy kucharza dosięgło przebudzenie to kucharz wyznał: ,,Oszukiwałem doktora cały ten czas; mój dom i działka zostały zakupione dzięki oszukiwaniu doktora.” Kucharz sprzedał swój dom i oddał wszystko doktorowi.

Pewnemu nauczycielowi powierzono zakupienie działki ziemi pod budowę punktu misyjnego. Wyszukał taką działkę i powiedział, że cena wynosiła 500$. Misjonarz zapłacił rachunek za nią, chociaż wysunął obiekcję, że cena była strasznie wysoka. W czasie przebudzenia ten nauczyciel przyznał się, że prawdziwa cena działki wynosiła 80$, dlatego sprzedał wszystko co posiadał i oddał 420$ na które naciągnął placówkę misyjną.

Pan Mackenzie, korespondent wojenny, posiadał chłopca na posyłki, który oszukał go na mniej niż cztery dolary. Ten chłopiec, gdy dotknęło go przebudzenie duchowe, przeszedł ponad 120 km i dał pieniądze misjonarzowi, aby przesłał je panu Mackenzie. Czy można się dziwić, że pan Mackenzie stał się wielce wierzącym w rodzaj chrześcijaństwa, który istnieje w Korei?

Pewien człowiek, który miał żonę i syna w mieście We Ju zostawił ich i osiadł w innym mieście, gdzie wzbogacił się. Tam ożenił się z inną kobietą i miał z nią dwie córki. Gdy jego duszę dotknęło przebudzenie zostawił odpowiednie wsparcie dla tej kobiety i dwóch córek, a sam wrócił z powrotem do We Ju i pojednał się ze swoją prawowitą małżonką. Jeśli Koreański rodzaj przebudzenia dotknie kiedykolwiek kraje Chrześcijańskie, w których dominują rozwody, to dojdzie do znaczących wstrząsów społecznych.

Pewien diakon, który cieszył się opinią prawie doskonałego człowieka wydawał się być bardzo niespokojny w miarę rozwoju przebudzenia i przyznał się do kradzieży części pieniędzy z kościelnego funduszu na cele dobroczynne. Wszyscy byli zdumieni, ale oczekiwali, że po tym wyznaniu będzie miał pokój, jednakże popadł on w głębszą rozpacz i przyznał się do złamania siódmego przykazania.

Pewna kobieta, która przez całe dnie wydawała się przechodzić przez agonię piekła, przyznała się pewnego wieczoru na publicznym spotkaniu do grzechu cudzołóstwa. Misjonarz prowadzący te spotkanie był bardzo zaniepokojony, gdyż wiedział, że jej mąż był obecny na tym nabożeństwie, i zdawał sobie sprawę, że jeśli jej mąż zabije ją to postąpi w zgodzie z prawem Koreańskim. Jednakże jej mąż ze łzami przyszedł i uklęknął obok niej i przebaczył jej. Jakże wielce był uwielbiony Pan Jezus, gdy powiedział do tej Koreańskiej kobiety ,,Nie grzesz więcej!”

Takie niezwykłe wydarzenia nie mogły nie poruszyć tłumów, i kościoły zaczęły się zapełniać ludźmi. Wielu przyszło, aby się naśmiewać, ale w bojaźni zaczęli się modlić. Pewnego przywódcę gangu, który przyszedł z czystej ciekawości ogarnęło przekonanie o grzechu i nawrócił się, dlatego też poszedł wprost do sądu i oddał się w ręce sędziego. Zdumiony sędzia powiedział: ,,Nikt cię nie oskarża; tylko ty sam siebie oskarżasz; nie mamy paragrafu na taki przypadek w prawie Koreańskim”; i odesłał go do domu.

Pewien Japoński oficer w czasie przebudzenia stacjonował w Ping Yang. Był on przesiąknięty agnostycznymi ideami Zachodu, dlatego dla niego rzeczy duchowe były godne pogardy. Pomimo to, dziwne przemiany, które miały miejsce nie tylko pomiędzy wielką liczbą Koreańczyków, ale nawet pomiędzy niektórymi Japończykami, którzy nie mogli rozumieć języka Koreańskiego, tak go zastanowiły, że postanowił uczęszczać na te nabożeństwa, aby to zbadać. Końcowym wynikiem tego, było to, że cała jego niewiara została usunięta, i stał się naśladowcą Pana Jezusa.

Jak powiedział pan Swallen: ,,Opłaciło się spędzić tych kilka miesięcy na modlitwę, bo kiedy Bóg Święty Duch przyszedł to uczynił więcej w pół dnia niż my wszyscy misjonarze moglibyśmy osiągnąć w pół roku. W mniej niż dwa miesiące nawróciło się więcej niż dwa tysiące pogan.” Zawsze się tak dzieje, skoro tylko Bóg otrzyma należne mu pierwsze miejsce; ale niestety z reguły, Kościół, który wyznaje, że jest własnością Chrystusa, nie zaprzestaje krzątać się koło swoich spraw i nie daje Bogu szansy, by działał; poprzez czekanie na Niego w modlitwie.

Przebudzenie, które zaczęło się w 1903r., ogarniało coraz więcej ludzi i rozprzestrzeniało się z Ping Yang jako centrum na całą Koreę. Do połowy 1907r., było 30 000 nawróconych powiązanych z Ping Yang. W mieście tym były cztery czy pięć kościołów. Główny Kościół Prezbiteriański mógł pomieścić 2000 osób, gdy ludzie siedzieli blisko siebie. Koreańskie kościoły nie mają krzeseł, wierzący siedzą po prostu na matach rozłożonych na podłodze. Ludzie z Głównego Kościoła powiedzieli, iż jeśli 2000 osób przyszłoby na nabożeństwo to siedzieliby tak blisko jeden drugiego, iż gdyby ktoś chciał powstać, aby rozprostować swoje zdrętwiałe nogi, to nie mógłby już usiąść z powrotem, bo wolna przestrzeń, po prostu, natychmiast by się zapełniła. Jednakże nawet takie gęste upakowanie wierzących w Głównym Kościele Prezbiteriańskim nie mogło zaspokoić potrzeb tej społeczności chrześcijańskiej bo liczyła ona 3000 członków. Sposób w jaki rozwiązano tę trudność był następujący; najpierw przychodziły kobiety na swoje nabożeństwo, a kiedy ono się skończyło wychodziły i mężczyźni przychodzili i zajmowali ich miejsca. Było jasne, że przebudzenie to nie zakończyło się nawet w 1910r., ponieważ w październiku tamtego roku ochrzczono 4000 osób w jednym tygodniu, a tysiące innych podało swoje dane osobowe mówiąc, że zadecydowali stać się chrześcijanami.

Na południe od Ping Yang odwiedziliśmy Songdo dawną stolicę Korei. W 1907r przebudzenie dodało 500 osób do tamtejszego kościoła, ale podczas miesiąca specjalnych nabożeństw w 1910r liczba ta wzrosła do 2500 osób.

Gdy odwiedziliśmy Seul w 1907r, każdy kościół był zapełniony. Pewien misjonarz powiedział, że w czasie sześciotygodniowego objazdu misyjnego ochrzcił 500 osób, a 700 innych zgłosiło się jako katechumeni oraz, że liczba podległych mu zależnych placówek misyjnych wzrosła z 5 do 25 w ciągu jednego roku. W ciągu 1910r 13000 ludzi w Seulu podpisało karty potwierdzające, że chcieli stać się chrześcijanami, a we wrześniu tamtego roku kościoły Metodystyczne tego miasta przyjęły do swego grona chrzcząc 3000 nowych osób.

Bezpośrednio na zachód od Seulu w porcie Chemulpo Misja Metodystyczna posiadała kościół, który liczył 800 członków w 1907r. Naprzeciw przystani znajdowała się wyspa licząca 17 000 mieszkańców. Kościoły na tej wyspie miały 4247 ochrzczonych członków, z czego ponad połowa została przyprowadzona do kościołów tamtego roku. Chrześcijanie modlili się, żeby wkrótce cała wyspa stała się własnością Pana.

W Tai Ku, stolicy jednej z południowych prowincji, pan Adams opowiedział jak zaproponowano, aby przeprowadzić dziesięciodniowe spotkanie modlitewne w sprawie przebudzenia, i że Duch Święty przyszedł jak potop siódmego dnia darując im przebudzenie. Jednym z rezultatów było to, że kościół w mieście stał się zbyt mały, a innym że kościoły zaczęły powstawać w całej okolicy. W 1905r przyjęli 1976 nawróconych osób; w 1906r 3867, a w 1907r przyjęto 6144 osoby. Pan Adams powiedział: ,,Teraz w okolicach powstały kościoły, których nigdy nie widziałem, a z których kilku nie odwiedzili jeszcze żadni ewangeliści.” Następnie opowiedział jak założono pewien kościół bez udziału jakiegokolwiek misjonarza czy ewangelisty. Otóż pewien człowiek z tamtego okręgu usłyszał ewangelię głoszoną w mieście i wziął Nowy Testament ze sobą do domu do swojej miejscowości. Następnie czytał go swoim sąsiadom i uwierzyło ponad 50 z nich. Wtedy doszli do wniosku, że powinni założyć kościół, ale nie wiedzieli jak. Na podstawie Nowego Testamentu wywnioskowali, że kluczem do założenia kościoła był chrzest wodny, ale nie wiedzieli jak był przeprowadzany. Więc po konsultacji między sobą zadecydowali, że każdy z nich pójdzie do domu i wykąpie się, a potem spotkają się znowu i założą kościół. Nie mam wątpliwości, że Bóg był z tego zadowolony. Inną placówką misyjną odwiedzoną w 1907r była placówka w Shan Chun położonego wzdłuż linii kolejowej na północ od Ping Yang. Nie można było oczekiwać tam za wiele od takiej młodej placówki misyjnej, ponieważ misjonarze tam pracujący znajdowali się tam dopiero od ośmiu lat. Jednakże kiedy tam dotarliśmy to okazało się, że w mieście i okolicy znajdowało się 15348 wierzących, a zaliczani do nich byli tylko ci, którzy uczęszczali na nabożeństwa i dawali datki na wsparcie kościoła. Gdy przybyliśmy to właśnie ukończyli budowę budynku kościoła mogącego pomieścić 1500 osób. Rok wcześniej ich budynek kościelny mógł pomieścić 800 osób, jednakże należało doń 870 wierzących, dlatego byli zmuszeni budować większy. Wciągu roku ten główny kościół został podzielony na 5 mniejszych kościołów rozsianych po okolicy, ale gdy skończono budowę jego budynku kościelnego liczba jego członków zwiększyła się do 1445 wierzących. Rzecz ciekawa; w domach ulic prowadzących od kościoła na zewnątrz nie mieszkała żadna pogańska rodzina; wszystkie nawróciły się na chrześcijaństwo. My w krajach chrześcijańskich mamy przysłowie: ,,Im bliżej budynku kościoła tym dalej od łaski.” Jednakże jak wytłumaczyć fakt, że w pobliżu budynku tego Koreańskiego kościoła nie mieszkała żadna nienawrócona rodzina? Mogę to tylko wytłumaczyć faktem, że ci Koreańscy chrześcijanie honorowali działanie Boga Ducha Świętego, i przez to żyli tak potężnym typem chrześcijaństwa, że wszyscy poganie dookoła nich byli przekonywani o grzechu, sprawiedliwości i o sądzie.

W 1916r słyszałem jak pan Foote, misjonarz ze wschodniego wybrzeża Korei, opowiadał, że niedawno spędził niedzielę w placówce misyjnej znajdującej się w jednej z tamtejszych miejscowości. Tamtej niedzieli wieczorem brał udział w nabożeństwie w powiększonym Pierwszym Kościele, który liczył 2500 członków; i jak powiedziano mu w drugim kościele tego samego miasteczka o tej samej porze zbierało się 500 innych wierzących. Cała populacja tego miasteczka liczyła tylko 3000 mieszkańców; wynika z tego, że wszyscy jego mieszkańcy musieli być tego wieczoru w kościele. Nasze wielce faworyzowane Zachodnie kraje chrześcijańskie nie doceniają przywileju zbierania się razem na nabożeństwach. Nasz Pan pewnego dnia wypowie ostre słowa na ten temat.

Aby mieć jaki taki pogląd na to jak praca z tej placówki misyjnej rozchodziła się na okolice, poprosiłem pana Blair, aby narysował mi mapę w zarysie jednego z jego powiatów. Miał on tylko kilka minut do przyjazdu pociągu, jednakże narysował mi powiat Noag Chien. Graniczył z morzem, na wschód od rzeki Yalu. W centrum mapy zaznaczył kościół liczący 350 wierzących; około kilometra na północ od niego znajdował się inny kościół liczący 250 wierzących; na północnym wschodzie, około 7,5 km od centrum znajdował się kolejny kościół posiadający 400 osób; na wschód, około 2 km od centrum był następny kościół liczący 750 osób itd.; w sumie było 14 samofinansujących się placówek misyjnych w tym powiecie. Pan Whittemore,, który stał obok mnie powiedział: ,,Ten powiat nie równa się temu w którym pracuję. Znajduje się on na północ od narysowanego powiatu. W moim powiecie mieszka ponad 5000 chrześcijan którzy posiadają łączność z 35 samofinansującymi się placówkami misyjnymi.” Słyszałem o jednym miejscu w którym w ciągu roku liczba wierzących wzrosła z 400 do 3000. Co 45 minut dzień i noc odkąd praca zaczęła się w 1884r jedna osoba nawraca się i przychodzi do kościoła. Całe wioski stają się chrześcijańskie.

Ale ktoś może powiedzieć, że nie liczy się ilość bo przy pewnej okazji sam nasz Mistrz zniechęcił tłumy od chodzenia za nim. Co jest prawdą, i taka osoba ma rację. Cóż zatem, jaki miernik zastosujemy? Zajrzyjmy do początkowych rozdziałów Dziejów Apostolskich. Znajdziemy tam wzorzec rozwoju Biblijnego kościoła, który chętnie zastosujemy do Koreańskiego kościoła; chociaż wolimy, aby ten Biblijny wzorzec nie był stosowany w całości do naszych kościołów w krajach Zachodu. Zobaczmy zatem jak kościół Koreański odpowiadał wzorcowi rozwoju kościoła Biblijnego zapoczątkowanego przez wylanie Ducha Świętego w dzień Zielonych Świąt.

Wczesny Kościół wielce czcił Boga Ducha Świętego poprzez porzucenie wszystkiego i trwanie w modlitwach przygotowując się na jego przyjście. Podobnie było w Korei, powiedziałem już jak misjonarze spędzali od jednej do kilku godzin dziennie i to miesiącami przygotowując swoje serca na przyjście Ducha Świętego. Ci misjonarze usłyszeli od Dr Howarda Agnew Johnstona jak Duch Święty został wylany na mieszkańców Kassians Hills w Indiach. W tym samym czasie i miejscu pewien kolporter Biblii z Kang Kai, położonego wpośród lasów sosnowych wzdłuż rzeki Yalu, również usłyszał to co mówił Dr Johnston. Kolporter ten wrócił do domu i powiedział kościołowi w Kang Kai liczącemu 250 członków, że tylko Duch Święty może uczynić efektywnym wykonane dzieło Pana Jezusa Chrystusa, i że ten Duch jest obiecany kościołowi tak samo jak każdy inny dar Boży. Wierzący ci uhonorowali Boga i docenili dar Ducha Świętego poprzez spotykanie się w kościele na modlitwie o 5h, ale nie popołudniu, lecz rano jesienią i zimą 1906-1907r. Uczcili Boga Ducha Świętego modląc się przez sześć miesięcy; a wtedy zstąpił On na nich jak wody potopu. Od tego czasu liczba wierzących zwiększyła się tam kilkukrotnie. Czy my na Zachodzie naprawdę wierzymy w Boga Ducha Świętego? Bądźmy szczerzy; nie wierzymy do tego stopnia, aby wstawać o 5 nad ranem i szukać go w modlitwie przez sześć miesięcy w czasie zimnej pogody!

Płonąca gorliwość, aby rozgłosić zasługi Zbawiciela była specjalnym znakiem Wczesnego Biblijnego Kościoła. To samo jest w nie mniejszym stopniu prawdą w odniesieniu do Koreańskiego Kościoła. Jak donoszono poganie w Korei narzekali, że nie mogą ścierpieć nagabywania ze strony Chrześcijan, którzy cały czas mówili im o zasługach swojego Zbawiciela. Niektórzy poganie mówili, że będą musieli sprzedać dom i przenieść się do okręgu w którym nie ma Chrześcijan, aby znaleźć wytchnienie od tego nagabywania.

Misjonarze w Ping Yang uhonorowali Boga Ducha Świętego w swojej szkole średniej. Szkoła którą prowadzili liczyła 318 uczniów. W dniu jej otwarcia, rankiem pewnego poniedziałku, w lutym 1907r, dwaj misjonarze zarządzający tę szkołą spotkali się na modlitwie w gabinecie dyrektora. Chcieli, aby Duch Święty wziął pod kontrolę tę szkołę od początku jej otwarcia, ponieważ wiedzieli, że w przeciwnym razie szkoła będzie tylko produkować wyedukowanych draniów, którzy będą zagrożeniem dla Korei. My w krajach chrześcijańskiego Zachodu nie dajemy Duchowi Świętemu zbyt dużej kontroli nad naszymi szkołami średnimi i uniwersytetami, ba w niektórych z nich nauczana jest wprost niewiara; nie boimy się produkować wyedukowanych oszustów. Ludzie zajmujący wysokie stanowiska w państwie rozkradają państwowe pieniądze i zawsze niektórzy z nich wybielają swój grzech. Tak postępują wyedukowani ludzie. Nie ma bojaźni Bożej przed oczami wielu, którzy kończą nasze college, a my nie ukorzyliśmy się i nie wyznaliśmy Bogu, że nasze grzechy nawiedzają nas, ponieważ nie uhonorowaliśmy Go poprzez poddanie naszego systemu edukacji pod Jego kontrolę.

Zanim wybiła 9 rano tamtego poniedziałku, w owej szkole średniej w Ping Yang, Duch Pański zaczął przekonywać jej uczniów o grzechu. Słychać było pełne cierpienia wołania na górze i na dole szkoły. Wkrótce gabinet dyrektora zapełnił się uczniami rozpaczającymi nad swoimi grzechami. Szkoła nie mogła zostać otwarta tamtego dnia, ani następnego, ani nawet w piątek. Do tamtego piątku wieczorem wszyscy uczniowie należący do Prezbiteriańskiego kościoła wyznali swoje grzechy, jednakże stało się jasne, że coś powstrzymywało przed tym samym tych uczniów, którzy należeli do kościoła Metodystycznego.

Wszystko wydało się tamtego wieczora, gdy około dwunastu uczniów z tego kościoła poszło i prosiło swego pastora Koreańczyka, aby zwolnił ich z obietnicy, którą mu złożyli. Ten Koreański pastor był zazdrosny, że przebudzenie nie zaczęło się w kościele Metodystycznym i nakłonił uczniów szkoły, którzy należeli do jego kościoła, aby przeciwstawiali się przebudzeniu i powstrzymywali się od publicznego wyznawania grzechów jako pochodzącego od diabła. Jednakże w tamten piątek wieczorem agonia umysłów uczniów była dla nich nie do zniesienia i dlatego prosili tego pastora, aby zwolnił ich z tej obietnicy.

Gdy to się stało, ten pastor przyszedł i rzucił się do stóp misjonarzy i wyznał, że diabeł napełnił go zazdrością, ponieważ przebudzenie rozpoczęło się od Prezbiterian. Misjonarz powiedział mi, że było to przerażające słuchać wyznań tych uczniów; było to jakby otworzeniem pokrywy piekielnej i wystawieniem na światło każdego możliwego grzechu. Do następnego poniedziałku uczniowie pojednali się z Bogiem, z nauczycielami i jeden z drugim; i szkoła zaczęła działalność pod kontrolą Ducha Świętego.

Właśnie wtedy około stu kaznodziejów i kolporterów Biblii Misji Metodystycznej przybyło do tego miasta, aby uczyć się przez miesiąc. Misjonarze we wspólnej modlitwie powierzyli tę ważną klasę kontroli Ducha Świętego. Uświadomili sobie, że to się stanie nie mocą ani nie siłą lecz Duchem Pana zastępów. Zawierzyli Bogu, a On nagrodził ich manifestacją swojej obecności i mocy już na pierwszym spotkaniu. W kilka dni rzeczy krzywe zostały wyprostowane i Bóg przejął kontrolę. Uczestnicy uczyli się skutecznie i po miesiącu nauki ruszyli w teren.

Kilka dni później, 550 wybranych kobiet z wiejskich kościołów Prezbiteriańskich zebrało się w tym mieście, aby studiować słowo Boże przez 12 dni. Gdy słyszymy w naszym kraju o ponad 500 siostrach spotykających się, aby studiować Biblię przez 12 dni to moglibyśmy oczekiwać potężnego przebudzenia. Nota bene przed wojną wielu matkom w Izraelu bardziej zależało na przyjęciach karcianych niż na studiowaniu Słowa Bożego. Jednakże Koreańskie siostry porzuciły karciane przyjęcia, gdy odwróciły się od bałwanów i czarów, które są dziełami diabła. Te 550 kobiet przyniosło ze sobą swoje własne pieniądze, aby pokryć swoje wszystkie wydatki. Dwie z grona tych kobiet szło pięć dni, aby zdążyć na te zajęcia. Inna kobieta niosła swoje dziecko także pięć dni by przyjść o czasie na te zgromadzenia. Misjonarze i przebudzeni duchowo przywódcy kościoła w Ping Yang wiedzieli teraz, że to nie Boga, ale człowieka należy winić jeśli spotkaniom chrześcijańskim brakuje jakiejkolwiek duchowej mocy. Wiedzieli, że Duch Święty zawsze czeka na instrumenty ludzkie, przez które mógłby uwielbić Pana Jezusa Chrystusa, dlatego szukali kontroli Ducha Bożego już pierwszego wieczoru tych zgromadzeń kobiet i zgodnie z obietnicą Biblijną był On obecny, aby przekonywać o grzechu, sprawiedliwości i sądzie.

Wiele z tych kobiet pozbyło się przeszkadzających im rzeczy w duchowym uczeniu się już pierwszego wieczoru. Ale inne, jak wyraziła się pani Baird, zmagały się przez kilka dni ze sobą, przychodząc na spotkania jakby z cierniem tkwiącym w ich stopie, albo jakby miały na ciele jakiś nieprzecięty wrzód, dopiero gdy poddały się Duchowi Świętemu odniosły zwycięstwo nad grzechem. Najlepszy bo Boski Nauczyciel nauczał ich w tamtych dniach. Po skończeniu 12 dniowej nauki kobiety poszły do swoich domów; były teraz napełnione Duchem i ich mężowie to wiedzieli, ich dzieci to widziały, a ich synowe nie mogły mylić się w tej sprawie. Niemało tych dalekowschodnich teściowych jest postrachem dla synowych. Często zdarza się, że ich ofiary mogą doznać ulgę tylko przez popełnienie samobójstwa. Ale teraz teściowe napełnione Duchem stały się inne. Także synowe uczestniczące w tym kursie studiowania Biblii nie były już takie same. Stały się bardziej pracowite i mniej drażliwe. Również pogańscy sąsiedzi zauważyli zmianę w tych kobietach i Pan został uwielbiony.

Ledwie wyżej wymienione kobiety doszły do swoich domów, a już przybyło 75 Prezbiteriańskich studentów teologii na trzymiesięczne studia. Program ich studiów obejmował 5 lat nauki po 3 miesiące w każdym roku. Teologiczna Szkoła w Ping Yang była największą tego typu szkołą wtedy na świecie, liczyła sobie ponad 200 studentów. Nauczyciele układając program nauczania zadecydowali że będzie on obejmował spotkanie modlitewne i zajęcia z Biblii każdego wieczoru, mając nadzieję, że na koniec tego okresu 3 miesięcy nauki Duch Święty wypełni tych młodych ludzi. Jednakże, ponieważ Bóg Duch Święty czynił cuda między nimi już od pewnego czasu, to oczy nauczycieli zostały otwarte na wielki afront uczyniony Duchowi Świętemu, bo ich postępowanie było równe mówieniu Jemu: ,,My zrobimy co w naszej mocy w sprawie nauki przez cały ten okres, a na końcu Ty przyjdziesz i uzupełnisz w młodych ludziach to co im będzie brakować.” Dlatego wyznali ten grzech i przekazali młodych ludzi w ręce Boże pierwszego wieczoru nauki, a ich wiara została nagrodzona. Duch Boży czynił cuda; Ten, jedynie który może wprowadzić we wszelką prawdę nauczał tamtego semestru w taki sposób w jaki nigdy wcześniej nie pozwolono mu na to, i Chrystus Pan został uwielbiony w całej Korei w tamtym roku, gdy 50 000 nawróconych osób zostało dodanych do kościołów chrześcijańskich.

Powyższe fakty udowadniają, że Kościół Koreański uczcił Pana poprzez szukanie w modlitwie i poddanie się pod działanie obiecanego Ducha Świętego tak samo jak wczesny Kościół Apostolski. Jaką wymówkę może przedstawić Kościół w krajach Zachodu dla obrony siebie w obliczu takich faktów? Zastosujmy Biblijny wzorzec modlitwy do Koreańskiego kościoła. Modlitwa była bardzo widoczną cechą Wczesnego Apostolskiego Kościoła opisanego w Dziejach Apostolskich. Kościół Koreański polega bardzo na modlitwie również. Podczas tygodnia w którym opisani wcześniej uczniowie Metodystyczni sprzeciwiali się Duchowi Świętemu w średniejj szkole, Prezbiteriańscy uczniowie byli ogarnięci takim ciężarem modlitwy, że byli prawie przemienieni z wyglądu i kontynuowali post i modlitwę dopóki nie nastąpiło zwycięstwo nad grzechem. W tamtym czasie w szkołach niższego szczebla duch modlitwy był tak potężny że musiano zamknąć je na pewien czas, ponieważ łzy leciały z oczu dzieci jak czytały swoje książki. Misjonarze przyznają, że Koreańscy chrześcijanie prześcigają ich w modlitwie; mają oni w zwyczaju spędzać pół nocy na modlitwie. Powszechne jest u nich wstawanie do modlitwy na długo przed świtem. Pan Swallen opowiedział, że pewnego razu, gdy przebywał w wiejskiej placówce misyjnej wyznaczył spotkanie modlitewne na godzinę 5 rano. Gdy przyszedł z rana o wyznaczonej porze zastał tam tylko trzech wierzących na kolanach pogrążonych w modlitwie. Uklęknął więc dziwiąc się dlaczego inni jeszcze nie przyszli, jednakże w czasie modlitwy po jakimś czasie jeden z obecnych Koreańczyków powiedział mu, że pan Swallen przybył zbyt późno; spotkanie modlitewne zakończyło się zanim on przyszedł, i że niektórzy z wierzących przyszli z miejsc położonych za górami, aby zdążyć na zarządzoną modlitwę

Kilka lat po tym, gdy Elder Keel został uczyniony pastorem Głównego Kościoła w Ping Yang, zauważył, że miłość wielu wierzących do Pana Jezusa Chrystusa oziębła, więc zaproponował jednemu z jego najbardziej duchowo wrażliwych starszych w kościele, aby spotykali się obaj na modlitwie każdego ranka o 4:30 w kościele. Gdy tak przez miesiąc modlili się, inni chrześcijanie to zauważyli i zaczęli przychodzić na te spotkania. Wtedy czas dojrzał, aby upublicznić te spotkania. W niedzielę na nabożeństwie pastor ogłosił że odbywają się spotkania modlitewne 0 4:30 każdego ranka, i że dzwon kościelny będzie dzwonił o tej godzinie. Następnego ranka już o 2 nad ranem 400 osób czekało na zewnątrz kościoła na rozpoczęcie spotkania modlitewnego; a o 4:30 było już ich 600. Pod koniec tamtego tygodnia 700 wierzących przychodziło na te spotkania i wtedy Duch Święty napełnił ich serca Boską miłością. Błogosławieni wierzący, którzy mają tak czujnego pastora. O jak nisko upadliśmy my wierzący na Zachodzie! Gdzie dwaj, albo trzej są zebrani razem w Jego Imieniu tam Pan Jezus jest obecny; jednakże ciężko jest nam sobie wyobrazić wstawanie rano o 4:30 nawet po to, aby spotkać się w modlitwie z Panem chwały.

Największe spotkania modlitewne na świecie odbywają się w Seulu stolicy Korei. Średnia tygodniowa frekwencja przez cały rok wynosi tam około 1100 osób.. A co jeśli chodzi o kościół na Zachodzie? Pewnej środy wieczorem poszedłem do kwitnącego kościoła Prezbiterian w Toronto, w Kanadzie; było to szczególne nabożeństwo, ponieważ Koreański misjonarz miał w nim uczestniczyć. Usiadłem samotnie na krześle i siedziałem tam jakiś czas, gdy jakiś starszy człowiek przyszedł i siadł koło mnie. Spotkanie miało się nie długo zacząć, a w tym nie tak wielkim kościele było dalej widać wiele pustych krzeseł. Ten stary człowiek rozejrzawszy się dookoła powiedział: ,,Nie rozumiem dlaczego ludzie nie przychodzą na spotkanie modlitewne.” Gdy mu odpowiedziałem: ,,Ponieważ nie wierzą w modlitwę;” obejrzał mnie od stóp do głów nie wiedząc co sądzić o mnie, bo mnie nie znał; wtedy dodałem: ,,Czy przypuszcza pan, że gdyby naprawdę wierzyli w słowa Pana Jezusa, że gdzie dwóch albo trzech jest zgromadzonych w Jego imię tam On jest pośród nich, to mogliby nie przychodzić na spotkania modlitewne?” Nasz Mistrz nie może nie zauważyć naszej kondycji modlitewnej w Kościołach Zachodu. Natomiast Koreański kościół bardzo wierzy w modlitwę rodzinną; mąż, który nie prowadziłby modlitw rodzinnych ryzykowałby wykluczeniem z kościoła w Korei. Natomiast u nas w Kanadzie istnieją chrześcijańskie rodziny tak bardzo zajęte sprawami tego świata, że nie mają nawet czasu na odmówienie krótkiego błogosławieństwa przed jedzeniem. Niejaki pan Foote opowiedział jak odwiedzał chrześcijan w Korei. Gdy był na drodze jacyś Koreańczycy zapytali go czy nie jedzie odwiedzić chrześcijan w niedalekiej wiosce znajdującej się w dolinie; na co odpowiedział im że nawet nie wiedział, że tam mieszkają chrześcijanie i pojechał do tamtej wioski. Po przybyciu odkrył, że wielu mieszkańców tamtej wioski było gotowych do chrztu i wpisania na listę katechumenów. Gdy zapytał czy mają nabożeństwa rodzinne, odpowiedzieli, że dwa razy dziennie we wszystkich 24 rodzinach we wiosce. Pomyślmy o tym; rodzinny duchowy ołtarz znajdował się w każdym domu!

Pewien misjonarz w Mandżurii posłał dwóch ewangelistów do Ping Yang, aby dowiedzieli się wszystkiego na temat przebudzenia. Gdy powrócili zapytał ich czy misjonarze w Ping Yang otworzyli wiele ulicznych punktów ewangelizacyjnych. Ewangeliści odpowiedzieli, że żadnego, ponieważ nie muszą tego robić, gdyż każdy chrześcijanin jest tam ulicznym punktem ewangelizacyjnym. Jak donoszono chrześcijańscy robotnicy w Korei spędzali lato w okręgach w których nie było chrześcijan, aby przy okazji pracy ewangelizować pogan. Kupcy, gdy podróżują z miejsca na miejsce zawsze opowiadają cudowną historię zbawienia. I tak na przykład handlarz kapeluszami nawrócony podczas przebudzenia na wschodnim wybrzeżu Korei, gdy byliśmy tam, w przeciągu roku po swoim nawróceniu zainicjował powstanie małych chrześcijańskich społeczności w około 12 miejscowościach. W jednej z nich było 17 nawróconych. Pewien student spędził miesięczne wakacje w nie ewangelizowanym okręgu i zdobył setkę dusz dla Chrystusa. Inny student postanowił rozmawiać przynajmniej z sześcioma osobami dziennie na temat zbawienia ich duszy. Przez 9 miesięcy rozmawiał z 3000 ludźmi, co w przypadku nas chrześcijan pracujących na Zachodzie zabrałoby nam całe życie.

Pewnego roku Południowi Metodyści nie mieli żadnych funduszy, aby wybudować budynki szkolne w Songdo, chociaż było tam 150 dzieci chętnych do nauki. Yun Chi Ho były Minister Edukacji zaoferował, że będzie ich uczyć. Chłopcy pod jego kierownictwem zbudowali szkielet budynku nakryli go trawą i w ten sposób powstała ich szkoła. Opisałem już jak pastor Keel zainicjował przebudzenie w swoim kościele poprzez zorganizowanie spotkań modlitewnych o 4:30 rano. List napisany w tamtym okresie przez tego pastora donosił, że nawet mali uczniowie tej szkoły ośmio i dziewięciolatki wychodziły po lekcjach na ulice i łapiąc przechodniów za rękawy prosiły ze łzami w oczach, aby oddali się Jezusowi Zbawicielowi. Pastor pisał: ,,W przeciągu ostatnich trzech lub czterech dni 400 mężczyzn przyszło i wyznało Chrystusa za swojego Zbawiciela.” To właśnie gorące prośby tych małych chłopców dotknęły ich serca do żywego.

Po zewangelizowaniu przyległych wysp Koreańskich, Koreańczycy zaczęli patrzyć się na kraje leżące poza ich granicami. Na spotkaniu Prezbiteriańskim, które odbyło się w Seulu, kilka lat potem, zadecydowano o wysłaniu misjonarzy Koreańskich do Shantung w Chinach. Gdy zabrzmiało wezwanie o ochotników, całe zgromadzenie zgłosiło się na ochotnika i spośród nich wszystkich wybrano czterech. Wydawało się, że wszyscy ,,pozazdrościli” tym wybranym; nigdy nie widziano czegoś takiego na zebraniach w Korei. Łaska, którą darmo otrzymano jest bardzo doceniana w Korei i darmo przekazywana dalej przez Koreańczyków, a Boskie namaszczenie spoczywa nieprzerwanie na nich. Gdy w 1917r pastor Keel był na wschodnim wybrzeżu Korei dając odczyty Biblijne, towarzysząca mu moc Boża była tak wielka że ludzie natychmiast stawali się skruszeni i wyznawali swoje grzechy. Najsmutniejszą, że wszystkich smutnych rzeczy jest to, że Wszechmocny Duch jest zawsze chętny, aby pozwolić Chrystusowi Jezusowi ujrzeć owoce męki Jego Duszy w Kanadzie i USA tak samo jak i w Korei; ale nie znajduje w krajach Zachodu poddanych mu kanałów ludzkich.

4. Płaczący, Że Nie Mogą Dać Więcej.

Obfita szczodrobliwość była inną bardzo widoczną cechą Wczesnego Kościoła Apostolskiego. Koreańscy Chrześcijanie obfitują w nią również. W jednej miejscowości pewien misjonarz powiedział mi, że nie ośmielał się głosić kazań o pieniądzach w swoim kościele ponieważ jego zborownicy dawali ponad swoje możliwości (chciałbym spotkać pastora w naszych krajach Zachodu, który mógłby tak powiedzieć o swoich zborownikach), w roku, w którym odwiedziłem centrum misyjne tego misjonarza jego zborownicy utrzymywali 139 pracowników, mężczyzn i kobiet, nauczycieli i kaznodziejów; i w tamtym tylko roku zwiększyli liczbę pracowników o 57 osób. Ten misjonarz powiedział: ,,Gdy nasz budynek kościelny stał się za mały, zebraliśmy się aby zaplanować budowę większego, który mógłby pomieścić 1500 osób. Wierzący obecni na zebraniu dali wszystkie pieniądze jakie mieli; mężczyźni dawali swoje zegarki, a kobiety pozbywały się swojej biżuterii, jeszcze inni oddawali akty własności do swoich działek ziemi. Dali wszystko co mieli i płakali, że nie mogą dać więcej, jednakże zbudowali budynek kościelny wolny od długów.”

Inny misjonarz, pewnego razu, odwiedził bardzo biedną placówkę misyjną i gdy przywódcy lokalnego zboru powiedzieli mu jak bardzo niewygodne było spotykanie się na nabożeństwach w prywatnych domach, i że teraz zaproponowano im piękną działkę pod budowę budynku kościelnego za 30$; misjonarz odpowiedział, że to wspaniale i żeby poszli i kupili ją. Ale oni odpowiedzieli mu, że są bardzo biedni i że ich nie zrozumiał. Oni woleli, aby to on wyłożył pieniądze. Ale misjonarz odmówił dodając, że to oni powinni sami kupić działkę pod swój budynek kościelny i że to przyniesie im dużo dobrego. Pomimo tego mężczyźni z tego lokalnego kościoła dalej powoływali się na swoją biedę.

Wtedy wierzące kobiety powiedziały: ,,Jeśli mężczyźni nie mają planu jak zebrać pieniądze, to my to zrobimy i kupimy tę działkę.” Zdjęły z siebie całą biżuterię i sprzedały ją, ale przyniosło to tylko 10 $. Nie zrażone tym kobiety, zaczęły sprzedawać inne rzeczy. Jedna sprzedała mosiężny czajnik, inna dwie mosiężne miseczki, a jeszcze inna kilka par mosiężnych pałeczek do jedzenia ryżu, gdyż wszystkie sztućce i naczynia są w Korei zrobione z mosiądzu; za wszystkie te rzeczy otrzymały 20 $, co z 10 $ za biżuterię dało w sumie 30 $, dzięki czemu można było kupić tę działkę ziemi pod budowę budynku kościelnego. Ponieważ jest rzeczą bardziej błogosławioną dawać niż brać, kobiety te postanowiły działać szerzej. Wizja niesienia pomocy kobietom bez Boga i bez nadziei mieszkających w niezliczonych wioskach dookoła nich wypełniła ich serca i zadecydowały aby zbierać między sobą 6 $ miesięcznie i wysłać kobietę ewangelistę.

W innej miejscowości pewien misjonarz był obecny przy poświęceniu nowego budynku kościelnego. Stwierdzono, że budynek kościoła był obciążony jeszcze kwotą 50 $; na co powstał jeden z członków tego kościoła i powiedział że w następną niedzielę przyniesie 50 $, aby spłacić ten dług. Misjonarz, wiedząc że ten człowiek był bardzo biedny powiedział, żeby nie robił tego sam, bo wszyscy wierzący tego kościoła zbiorą między sobą pieniądze i wkrótce spłacą ten dług. Nota bene w krajach Zachodu istnieją kościoły, które nie wstydzą się, ani nie obawiają ponosić długi rzędu 50 000 $. Wracając do tematu, następnej niedzieli ten biedny człowiek przeszedł do kościoła i przyniósł 50 $. Misjonarz zdumiony zapytał, skąd on wziął pieniądze? Chrześcijanin ów odpowiedział, żeby się pastor nie martwił, i że pieniądze były czyste. Kilka tygodni później misjonarz ten obchodził ten region i przyszedł do domu tego biednego chrześcijanina w którym zastał jego żonę. Po zapytaniu jego żony gdzie jest mąż, odpowiedziała, że w polu orze. Po przybyciu na pole misjonarz zobaczył że stary ojciec trzymał uchwyty pługa podczas, gdy jego syn ciągnął pług. Misjonarz zapytał zdumiony co ten chrześcijanin zrobił ze swoim mułem? A biedny wierzący odpowiedział mu, że nie mógł znieść tego, że kościół Jezusa Chrystusa posiadał 50 $ długu wobec pogan, dlatego sprzedał swego muła, aby spłacić ten dług.

Innym dowodem, że Koreański kościół jest prowadzony przez tego samego Ducha, który prowadził Wczesny Kościół Apostolski jest jego gorliwość o Słowo Boże. W czasie przebudzenia w Korei nie można było wydrukować wystarczającej liczby Biblii. Tylko jednego roku w Ping Yang sprzedano 6000 Biblii. Każdy uczył się jej, nawet najbardziej tępe kobiety. Chrześcijanie podróżujący w celach biznesowych zawsze nosili ze sobą Biblię. Przy drogach i w zajazdach otwierali je i czytali, a zaciekawieni ludzie podchodzili i byli zbawiani. Chrześcijanie w krajach Zachodu nie używają tak otwarcie Biblii. Pewnego razu, gdy jechałem pociągiem czytałem moją Biblię i zauważyłem, że jakiś człowiek przyglądał mi się z widocznym zaciekawieniem. W końcu nie mógł wytrzymać dłużej, podszedł do mnie i powiedział: ,,Przepraszam, nigdy nie widziałem człowieka czytającego Biblię lub modlitewnik w pociągu, chyba że był to ksiądz katolicki lub wyznawca z Plymouth. Kim pan jest?” ,,Nie jestem żadnym z nich,” odpowiedziałem. Wtedy zapytał ponownie: ,,A więc kim pan jest?” ,,Jestem tylko misjonarzem z Chin,” powiedziałem. Dlaczego jest to takie dziwne dla ludzi Zachodu, że czytam najlepszą z książek w czasie jazdy pociągiem? Niestety słyszałem o niektórych kaznodziejach, diakonach i starszych koćcioła, że grali godzinami w karty płynąc parowcami czy jadąc pociągami.

Koreańczycy mają przysłowie czy też powiedzenie mówiące, że starsi mają prawo krytykować młodych, a gdy skończą, to kiedy młodzi coś mają do powiedzenia, mogą z kolei krytykować starszych. W krajach Chrześcijańskich nie jest to praktykowane w takiej kolejności. W naszych czasach młodzi zmonopolizowali prawo krytykowania. Natomiast Koreańscy chrześcijanie przyznają, że najstarsza krytyka człowieka zawarta jest w Biblii; dlatego zawsze pozwalają, aby Biblia krytykowała ich najpierw, a wtedy nic nie znajdują, gdy nadchodzi ich kolej krytykowania, aby skrytykować Bożą Księgę. Ja, osobiście wierzę w ten rodzaj Biblijnego krytycyzmu, którego nigdy nie możemy mieć za wiele. Gdyby ludzie na Zachodzie byli bardziej pokorni w podejściu do Biblii na sposób Koreański, to o wiele więcej książek byłoby palonych na stosach obok seminariów chrześcijańskich niż było palonych na ulicach Efezu, gdy apostoł Paweł głosił tam Słowo Boże. Takie podejście do Biblii spowodowałoby światowe przebudzenie.

Gdy Koreańscy pastorzy, ewangeliści i starsi kościoła byli wtrącani do więzień niesprawiedliwie przez Japończyków, to nie marnowali czasu na jałowe użalanie się, ale zabrali się do czytania swoich Biblii. Jeden z nich przeczytał Biblie siedem razy podczas pobytu w więzieniu i na końcu wyznał że nie wiedział, że Zbawiciel był taki cudowny! Inny uwięziony chrześcijanin obawiał się, że Japończycy zabiorą mu Biblię i spalą ją, więc nauczył się na pamięć Listu do Rzymian i był w trakcie uczenia się listu Jana, gdy został uwolniony. Gdyby teraz nastały prawdziwe prześladowania chrześcijan w krajach chrześcijańskich to Biblia była by w nich bardziej doceniana niż miało to miejsce dotychczas.

W Koreańskiej wiosce, w której pan Footnote odkrył, że każda rodzina wyznawała chrześcijaństwo, jak to opisałem powyżej, ochrzcił on tamtego dnia dwadzieścia pięć osób. Pierwszego kandydata do chrztu zapytał, czy zna jakiś werset Biblijny na pamięć? ,,Tak,” padła odpowiedź i człowiek ten zaczął cytować wersety. Po tym gdy kandydat ten powtórzył z pamięci około stu wersetów, pan Footnote przerwał mu i zapytał następnego o wersety, bojąc się że nigdy nie skończy przepytywania kandydatów do chrztu jeśli pozwoli im powtarzać wszystkie wersety, które znali na pamięć. Okazało się, że każdy z tych kandydatów umiał powtórzyć z pamięci więcej niż sto wersetów Biblijnych.

Jedną z przyczyn, dlaczego Kościół Koreański jest tak mocny i skuteczny jest studiowanie Biblii. Jednego tylko roku odbyło się 1400 zajęć ze studiowania Biblii na które zapisało się 90 000 wierzących, którzy sami opłacili koszty uczestnictwa. Do jednej placówki misyjnej przyszło 1800 chętnych; a do innej przyszło tak wielu, że nie można było znaleźć zakwaterowania wśród Chrześcijan, więc poproszono o nie rodziny pogan. I jak powiedziano potem każda pogańska rodzina, która dała zakwaterowanie tym uczestnikom studium Biblijnego nawróciła się.

Nikt z Koreańczyków nie czuje się za stary, aby uczestniczyć w szkółce Niedzielnej i studiować Pismo. Pewnej deszczowej niedzieli byliśmy w Ping Yang w czasie, gdy odbywały się zajęcia ze studiowania Biblii, i żeby sprawdzić, czy Koreańscy chrześcijanie są odporni na pogodę odwiedziliśmy kilka z grup uczących się przed nabożeństwem. W niektórych z nich było niemożliwe, aby wcisnęła się jeszcze choćby jedna osoba.

Chrześcijanie Wczesnego Kościoła Apostolskiego radowali się w tym, że zostali uznani za godnych, aby cierpieć za błogosławione imię Jezus. Ten sam duch charakteryzuje Kościół Koreański. Nie jest to nieprawdopodobne, że demon zazdrości pobudził Japończyków do prześladowania Koreańskiego Kościoła. I tak Japończycy wysunęli absurdalne oskarżenie, że Koreańscy chrześcijanie z Shun Chun uknuli spisek, aby zamordować Japońskiego Generalnego Gubernatora Terauchi! Nie było nic bardziej nieprawdopodobnego, jednakże służyło to jako pretekst do wtrącenia przywódców tamtejszego kościoła do więzienia. Jest to powszechnie znane jak okrutnie byli torturowani w celach policyjnych, aby zastraszyć ich do powiedzenia tego co Japońskie władze chciały, aby powiedzieli. Chrześcijanie ci byli wieszani za kciuki i przypalani rozżarzonym żelazem; jeden z nich zemdlał siedem razy; jednakże przez cały czas tortur pozostali wierni i dlatego sądy musiały zwolnić ich jako niewinnych.

Pewien człowiek nawrócił się i wyznał swego Zbawiciela Jezusa w swojej rodzinnej wiosce, co spowodowało, że klan tego Koreańczyka wyrzucił go z domu. Jednakże człowiek ten nie poszedł do sądu, ale dzięki łasce Bożej zachowywał się łagodnie. Pokornie znosił zniewagi i krzywdy, i tak żyjąc głosił Chrystusa, dopóki cały jego klan się nie nawrócił i nie zwrócił mu jego domu.

Inny człowiek podczas odwiedzania pewnego miasta nawrócił się i wyznał Pana Jezusa Chrystusa swoim Panem i ochrzcił się. Potem odszedł w swe rodzinne strony, aby opowiadać cudowną historię o swoim nawróceniu. Jego klan przyjął go gniewnie, i wkrótce wściekli krewni napadli go i pobili prawie na śmierć. Gdy przyniesiono go do szpitala jego życie wisiało na włosku. Jednakże po wielu tygodniach doktor zezwolił mu wreszcie iść do domu, dodając przy tym, że jego życie może skończyć się w każdej chwili na skutek krwotoku. Chrześcijanin ten kupił dużą ilość książek chrześcijańskich i poszedł do domu. Przez trzy lata obchodził okręg w którym mieszkał, rozdając swoje książki i opowiadając o swoim Zbawicielu. Jednakże nadszedł dzień w którym dostał krwotoku i zmarł, a jego dusza odeszła do jego Boga. Ale w tym pogańskim okręgu, w którym mieszkał, i w którym próbowano go zabić, zostawił po sobie założonych 11 kościołów chrześcijańskich.

Z pewnością Bóg Duch Święty wywyższa naszego uwielbionego Pana Jezusa Chrystusa w Korei, tak samo jak to czynił w Palestynie w I stuleciu naszej ery. Jest to wyzwanie dla naszego wygodnego Chrześcijaństwa na Zachodzie, aby przebudziło się i szukało Boga w taki sam sposób w jaki to czynią te dzieci Boże dalekiego Wschodu. Udowodnili oni w wystarczającym stopniu, że Królestwo Boże nie manifestuje się między ludźmi za pomocą siły i mocy ludzkiej. W całej pokorze poddali się Panu Jezusowi Chrystusowi, a wtedy pełnia Boża przepływała przez nich. Bóg czeka, aby nawiedzić nas tę samą pełnią zbawienia, ale musimy zapłacić tego cenę, albo w przeciwnym razie będziemy mieli tylko imię, że żyjemy i staniemy się godni potępienia jak ci, którzy gardzą Dawcą tak wielkiego zbawienia.Amen.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o